MENU




Perspektywa

W pokerze krótki okres nie ma niemalże żadnego znaczenia, dlaczego więc za każdym razem kiedy dostaniemy bad bita to się złościmy, no coż to proste, bo patrzymy na wszystko z pierwszej osoby. To dość duży błąd na wszystko należy patrzeć z góry. Dopiero po setkach tysięcy rozdań można powiedzieć czy jesteśmy dobrym graczem czy nie i jak dużego mieliśmy farta lub pecha.

 

 

 

 

Sam teraz wygłaszam wielkie ideały, a nie tak dawno żaliłem się koledze, że tam mnie wyjebali, że taki wielki bad bit, że to jest nie możliwe żeby przegrać z tak wielkim donkiem. No cóż chwała koledze za to, że wiernie wysłuchuje mojego biadolenia. 

Czytałem wiele artykułów na temat tego że long run jest najważniejszy i tylko on się liczy, dlatego nie powinniśmy się przejmować krótkimi seriami porażek. Ale kto po przegraniu 5-6 buy inow w krótkim czasie może machnąć ręką, na pewno tylko nieliczni. A to bardzo nie dobrze, bo takie krótkie przegrane wpływają na nasze wyniki. 

Ciekawym przykładem perspektywy jest sytuacja w której już na początku sesji wygrywaliśmy dobre 4,5 buy inów i byliśmy zadowoleni i czekaliśmy tylko na to, aż na koniec dnia na naszym koncie znajdzie się okrągła sumka, ale tu nic bardziej mylnego. Po następnych paru godzinach wróciliśmy do stanu początkowego źli, że z naszych planów nici. 

A teraz druga sytuacja, ledwo zaczęliśmy sesję a już jesteśmy 4,5 buy inow w plecy, męczymy się gra się ciezko, zastanawiamy się czy nie kończyć, ale jakoś dotrwaliśmy do końca dnia i się okazało, że wyszliśmy na czysto, dlatego z czystym sumieniem i radością w sercu idziemy spać. 

Te dwa przykłady bardzo jasno obrazują różne stany emocjonalne na sam koniec sesji mimo, że wynik był dokładnie taki sam. To wszystko ma nas wpływ. A co by było gdybyśmy byli wolni od emocji, tiltu itd? Mogło by to naprawdę bardzo poprawić nasze wyniki. Ale jest to niemal niemożliwe, jednak na pewno pare rzeczy da się zrobić 

Grałem ostatnio dwa pojedynki równocześnie z naprawdę wielkimi rybkami (-45% roi po 500 grach i -30% roi po 300 grach - naprawdę ciężko o gorszych) w sumie tylko wielki cud mogł ich uchronić przed porażką. Co dziwne żaden cud się nie wydarzył, a ja oba pojedynki przegrałem. Taka porażna boli podwójnie, uwierzcie mi. Ale po analizie zdałem sobie sprawę, że miałem absurdalnie wręcz wielkie bez karcie, nie dość że pre flop to i jeszcze przy odkrytych kartach. Nic się nie dało zrobić, naprawde nic. Value nie wyciągniesz bo nie ma z czego, a blefem nic nie ugrasz bo rybki sprawdzają do końca z 5 parą. Jaki więc z tego morał? Grałem dobrze ale nie mogłem wygrać, po prostu jest taka ilość rozdań w których naprawdę jesteśmy skazani na porażkę, i wbrew pozorom jest ich nawet sporo. Gdybyśmy mogli w czasie gry patrzeć na wszystkie ręce do jak na taśmie to zauważylibyśmy, że i tak większość jest naszych wygranych. Ale perspektywa karze nam patrzeć na konkretne rozdania, turnieje, pojedynki. Widząc ciąg bad bitów i porażek nie myślimy o tym, że to po prostu musi się zdarzyć. Zazwyczaj roztrząsamy jakiego wielkiego to my mamy pecha. 

To nie pech to wariancja, jeśli jesteśmy świdomi swojego bb/100 albo roi po dużej liczbie rozdań to powinniśmy całkowicie wyłączyć jedno dniowe, albo nawet jedno tygodniowe myślenie. Bo to nie ma sensu. To szkodzenie samemu sobie. 

Czasami przeżywamy ciężkie chwile, ale ważne żeby wiedzieć, że wynik pojedynczej sesji nie ma totalnie znaczenia, zawsze będzie się liczył długi okres. Ale ważne, żeby umieć na to wszystko patrzeć z góry, bo od środka czasem może być bardzo bolesne, choć tak naprawdę nie ma to zbyt wielkiego wpływu na nasze ogólne wyniki.

masaker

Autor jest aktywnym uzytkownikiem forum Pokerkings. Odwiedź jego bloga
Masz pytania, komentarze, opinie? Kliknij tu i podyskutuj o artykule na forum.